Ludzie bezdomni - PRAKTYKA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Był prawie zmrok, kiedy doktor stamtąd wyszedł. Brnął z nastawionym kołnierzem, ze wzrokiem upadłym, pełen wewnętrznej nudy i lenistwa. Odruchowo, nie widząc ani ludzi, ani ulic, żeglował w stronę cukierni, gdzie czasami czytywał dzienniki. Na rogu, szybko skręcając w dzielnicę ludniejszą, zetknął się z doktorem Chmielnickim.
- O, cóż to kolega tak siarczyście maszeruje? - zawołał grubas - o małoście mię nie uszkodzili...
- Ja? Ale gdzież tam - idę...
- Widzę, widzę - do chorego.
- Akurat! - parsknął Judym na całe gardło.
- Nie do chorego? - spytała chluba miasta Chmielnika z odrobiną ironii w głosie.
- Nie mam wcale chorych! - rzekł Judym i wyciągnął rękę na pożegnanie.
- Zaraz, czekajcie chwileczkę! Jeżeli wam do zdechlaków nie pilno, to dlaczegóż nie uciąć gawędki?
- Kiedy zimno. Chodź kolega na kawę, to będziesz gadał, a ja posłucham.
- Dobra! Idę na świeżego „Kuriera”, akurat mam odrobinę czasu.
Poszli ulicą i wkrótce zasiedli przy marmurowym stoliku w pięknej cukierni. Dr Chmielnicki wyładowywał ze siebie półgłosem rozmaite świeże k a w a ł y, z wielkim obiektywizmem wciągając do tej serii k a w a ł y, gdzie jego rodacy prezentowali się nieszczególnie. Judym śmiał się z anegdot, ale tym śmiechem warg, w którym oczy nie biorą żadnego udziału i który zbyt przeczulona subtelność narratora mogłaby poczytywać za impertynencję. W trakcie jednej ze szczególnie jakoby paradnych historyjek „Czerkies” znienacka zapytał:
- Ale, ale, może byście wyjechali na prowincję?
- Czego? - krzyknął dr Tomasz.
- Nic, nic! Ja tu mam misję wyszukania asystenta dla mojego kolegi Węglichowskiego, który jest dyrektorem zakładu w Cisach. Jeśli wy nie chcecie, to trzeba będzie szukać kogoś innego. Na śmierć zapomniałem...
- No, to ja nie pojadę na prowincję.
- To nie jest jakaś ordynarna prowincja, jakieś Kurozwęki (choć to stamtąd niedaleko) ani tym podobny Łagów. Uchowaj Boże!
- Nie jadę do Kurozwęk ani nawet do Łagowa.
- Ach! Czy ja was biorę za kołnierz i ciągnę do Łagowa? Mówię tylko, relata refero. Niezwłocznie obraza! Rozumie się, że wy nie możecie tam jechać. Jak to? Być w Paryżu u Lucas Championiera i potem jechać do Gisów. To przecie nonzens.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 - 


  Dowiedz się więcej
1  Tomasz Judym- romantyk realizmu, chybiony pozytywista, Hamlet dzisiejszy
2  Idea a osobiste szczęście – wartości przeciwstawne czy do pogodzenia – postać doktora Judyma w „Ludziach bezdomnych” Stefana Żeromskiego
3  Ludzie bezdomni – interpretacja tytułu powieści



Komentarze
artykuł / utwór: Ludzie bezdomni - PRAKTYKA






    Tagi: