Ludzie bezdomni - PRAKTYKA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Wszedłszy do gabinetu doktor Węglichowski zmierzył badawczym spojrzeniem (wcale nie ukradkiem ani przelotnie) wszystkie sprzęty, usiadł na podanym krześle z dala od stolika, strzepnął jakąś prószynkę z klapy surduta, zmrużył powieki i wlepił w Judyma swe mądre oczy. Ten doznał bardzo niemiłego uczucia przymusu, a raczej podwładności wobec tego człowieka, którego pierwszy raz w życiu widział i z którym był mocen rozejść się bez zwłoki. Poznanie wewnętrzne mówiło mu, że nie mógłby władać tym staruszkiem za pomocą żadnej siły: ani za pomocą pieniędzy, ani za pomocą siły nauki. Jakby dla skasowania tej obserwacji twarz dra Węglichowskiego rozwidnił grzeczny uśmiech:
- Przyjaciel mój z czasów dorpackich, doktor Chmielnicki, mówił mi, że kolega zgodziłbyś się wyjechać z Warszawy w charakterze asystenta...
Słowa te brzmiały miękko i cicho.
- Tak, wspomniałem koledze Chmielnickiemu... - odrzekł Judym bez własnej woli i wiedzy tym samym tonem - chociaż zależałoby to od wielu okoliczności.
- Zależałoby od wielu okoliczności... Kochany panie... Czy znasz kolega Cisy?
- Nie, ani trochę, tak dalece, że wczoraj nie umiałem powiedzieć, gdzie, w jakiej guberni w jakiej okolicy kraju leżą te Cisy.
Dyrektor Węglichowski milczał przez taką akurat chwilę, jaka mogła w sobie zawrzeć zdanie: Dziwi mię, że się tym chwalisz...
- Czemu chcesz wyjechać z Warszawy, kochany panie? - rzekł głośno.
- Dla bardzo prostej przyczyny: nie mam tu z czego żyć.
- Z czego żyć... - powtórzył doktor Węglichowski jak echo, takim głosem, jakby nie tylko racja wydała mu się zupełnie wystarczającą, ale nadto jakby położenie młodego lekarza bez praktyki uważał za całkiem wzorowe i z prawem zgodne.
- Zresztą - ciągnął doktor Tomasz niechętnie są jeszcze inne powody. Nie chcę ich ukrywać przed panem. Miałem tu w jesieni roku zeszłego odczyt, który jest wyrazem moich stałych i niezmiennych przekonań, a który nie podobał się ogółowi lekarzy. Nie mam nadziei, żebym kiedykolwiek mógł tutaj stworzyć sobie możność jakiejś szerszej działalności.
Dyrektor nie spuszczał z Tomasza oka, gdy ten mówił frazesy powyższe. Oczy jego nie tylko przypatrywały się twarzy mówiącego, ale wywłóczyły zeń prawdę, jak magnes rusza i ciągnie z ich miejsc martwo leżące opiłki żelaza. Po długiej chwili takiego indagowania wzrokiem dr Węglichowski rzekł:

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 - 


  Dowiedz się więcej
1  Judym jako nonkonformista i społecznik - plan wypracowania
2  Tomasz Judym – charakterystyka postaci
3  Ludzie bezdomni - streszczenie szczegółowe



Komentarze
artykuł / utwór: Ludzie bezdomni - PRAKTYKA






    Tagi: