Ludzie bezdomni - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Węglichowski rozpoczął budowę stacji leczniczej i przedstawiał swoje projekty radzie zarządu. Część inwestycji opłacał Leszczykowski, który był wdowcem i człowiekiem bogatym. Z pochodzenia syn ubogiego szlachcica, do majątku doszedł ogromną pracą. Pomimo bogactwa, żył skromnie, pewną sumę przeznaczał dla pasierbów – Greków, a resztę pieniędzy wysyłał tym, którzy zwracali się do niego z prośbą o pomoc. Najważniejszą sprawą dla niego był zakład w Cisach, gdzie zamierzał kiedyś wrócić.

W kilka dni po przyjeździe do zakładu Judym otrzymał list z Konstantynopola. W taki sposób Leszczykowski zawarł z nim znajomość i przesyłał również swoją fotografię. Staruszek prosił go o częstą korespondencję i zdjęcie, licząc, że obaj będą się wspierali w prowadzeniu zakładu. Od chwili przejęcia ośrodka przez Węglichowskiego upłynęło kilkanaście lat i Cisy zyskały renomę. Administrator, Krzywosąd Chobrzański, był starym kawalerem, który w latach młodości zwiedził całą Europę. Znał kilka języków, posiadł ogromną wiedzę z różnych dziedzin nauki i chętnie pomagał w różnorakich pracach. Stanowisko objął dzięki protekcji Leszczykowskiego i po powrocie do kraju zamieszkał w Cisach. Kiedy Judym po raz pierwszy udał się do mieszkania administratora, u wejścia na schody ujrzał gromadkę dzieci folwarcznych. Nad nimi stał Krzywosąd, a na poręczy ganku siedział oswojony sokół, którego mężczyzna leczył przez całą zimę. Tomasz wszedł do środka, właściciel przyjął go życzliwie i zaczął mówić o zmianach, jakie chce wprowadzić w Cisach.

Pan Hipolit Listwa, kasjer, określany był przez administratora „niedołęgą” i „przedętą fujarą”. Całkowicie zdominowany przez żonę i pasierba, odpoczywał w zimnej i wilgotnej kancelarii, wśród kwitów i rachunków. Czuł, że tak naprawdę żyje w chwili, kiedy opuszczał progi domu. Był kozłem ofiarnym w każdym zatargu z Dyziem, a jakiekolwiek próby przeciwstawienia się chłopcu, kończyły się interwencją małżonki.


Kwiat tuberozy
Poznawanie Cisów zajęło Judymowi sporo czasu i początkowo nie mógł zwiedzić podlegającego mu szpitaliku. Nadzieja samodzielnej pracy nęciła go. Krocząc szeroką aleją odczuwał prawdziwą radość. Minął szeroką drogę wjazdową do pałacu i nowo wybudowany kościół, za którym wśród drzew stał budynek szpitala. Lekarz nie zamierzał wchodzić tam bez swojego zwierzchnika, więc najpierw poszedł obejrzeć kościół. Właśnie ksiądz odprawiał mszę. Judym zbliżył się do prezbiterium i w ławkach kolatorskich dostrzegł znajome z Paryża: Natalię, Wandę i Joannę. Młodzieniec ukłonił się, a panna Natalia delikatnie skinęła głową. Przez chwilę spotkał spojrzeniem wesołe oczy panny Joasi. Nabożeństwo skończyło się i Tomasz opuścił kościół z tłumem.

Po jakimś czasie wyszły również dziewczęta w towarzystwie księdza. Judym przywitał się z nimi i przedstawił proboszczowi, który zaprosił ich na śniadanie. Posiłek upłynął w miłej atmosferze, a następnie mężczyźni udali się do gabinetu na papierosa. Nagle ksiądz zerknął w stronę okna i na jego twarzy odmalowała się niechęć. Drogą na plebanię szedł młody kuracjusz zakładu, Karbowski, którego widział w dniu przyjazdu do Cisów w towarzystwie Natalii. Ksiądz wyjaśnił mu, że Karbowski pochodzi z dobrej rodziny i namiętnie gra w karty, ogrywając innych chorych. Rozległo się pukanie do drzwi i do salonu wszedł kuracjusz. Karbowski przywitał panny, księdza ucałował w ramię, podał dłoń lekarzowi i zasiadł obok panny Wandy. Młodzieniec przez chwilę rozmawiał z panną Podborską, a potem spojrzał na pannę Natalię nie ukrywając swych uczuć. Joanna próbowała zwrócić uwagę Karbowskiego na siebie, wyraźnie zatrwożona sytuacją między młodymi. Nieoczekiwanie Natalia zapytała, jak długo Karbowski zostanie w Cisach. Odparł, że prawdopodobnie będzie przebywał w zakładzie długo, choć już stracił nadzieję na odzyskanie zdrowia.

Panna Joanna wstała ze swego miejsca i ponagliła towarzyszki do wyjścia. Podborska pożegnała się z proboszczem i Judymem. Potem do lekarza podeszła panna Natalia i przez chwilę poczuł, że oddałby wiele, by dziewczyna choć przez jedną godzinę tak tęskniła za nim jak za Karbowskim. Panny odjechały wolantem, a Karbowski z wyrazem cierpienia na twarzy patrzył za nimi. Judym zazdrościł mu uczuć, które młodzieniec odczuwał. Zrozumiał, że Natalia jest zakochana w kuracjuszu. Na chwilę zapomniał o swych ideałach, o pracy w szpitalu i chęci niesienia pomocy. Poczuł ogromny żal i zazdrość, że on nigdy nie będzie tak wykwintny i kochany przez piękną pannę Orszeńską.

Przyjdź
Judym siedział przy otwartym oknie swego mieszkania. Przed chwilą ucichła burza, lecz co chwilę jeszcze odzywały się dalekie gromy. Mężczyzna czuł ogromną radość. Tajemnicza radość kierowała jego wzrok ku końcowi alejki, tam właśnie ulatywało jego serce. Czekał na coś niesłychanego, na czyjeś przyjście.

Zwierzenia
Rozdział poświęcony pamiętnikowi Joasi Podborskiej, w którym dziewczyna opisuje swoje refleksje, spostrzeżenia i wspomnienia. Wraca pamięcią do czasów nauki w Kielcach, podjęcia pierwszej pracy w Warszawie. Wspomina wrażenia z wizyty w miejscach swego dzieciństwa.

Tom II
Poczciwe prowincjonalne idee

W czasie sezonu doktor Judym miał sporo pracy. Wstawał wcześnie rano, zwiedzał izby kąpielowe, sprawdzał porządek w łazienkach i u źródeł, a przed ósmą był już w szpitalu. Od dziesiątej do pierwszej po południu przyjmował w gabinecie chorych. Nowa praca pochłonęła go całkowicie. Otoczony młodymi kobietami, zmienił się we franta, modnie odzianego i wesołego. Życie w zakładzie, wypełnione ludźmi, oszołomiło go. Stał się osobą powszechnie lubianą, której damy zwierzały się z najgłębszych sekretów. Czasami, kiedy późno wracał do domu, zastanawiał się nad pięknem życia, które teraz wiódł.

Na balach i zebraniach bywali niekiedy mieszkańcy pałacu. Wówczas największą uwagę skupiała na sobie panna Natalia. Mężczyźni uwielbiali piękną dziewczynę, która doskonale zdawała sobie sprawę z wrażenia, jakie robi. Zawsze jednak zachowywała się ozięble i obojętnie. Również Tomasz zwrócił swą uwagę na Orszeńską. Ośmielony powodzeniem u dam, zbliżył się do niej na jednym z balów. Zachęcony rozmową i tańcami, do których go wybierała kilkakrotnie, wspomniał o Karbowskim, który wyjechał z Cisów. Dziewczyna spojrzała wówczas tak niechętnie na niego, że nie potrafił wypowiedzieć więcej słów. Życie, jakie wiódł, stawało mu na przeszkodzie, aby w pełni zająć się sprawami szpitala. Szpital powstał właściwie dopiero za jego bytności w zakładzie. Do tej pory budynek stał opuszczony i służył do składowania różnych rzeczy. Opiekę nad szpitalikiem sprawował doktor Węglichowski.

W budynku rzadko zjawiali się chorzy, wynajdywani najczęściej przez proboszcza, panienki lub Niewadzką. Judym, zbliżając się do budynku, odczuwał złość, żałując, że budynek był niewykorzystany. Po tym, jak urządził w nim gabinet, zaczęli przychodzić do niego Żydzi i wszelka biedota. Następnie zabrał się do uporządkowania sal. Każdy sprzęt zdobywał sam, licząc na szczodrość ludzi. Na jego zlecenie otoczono budynek nowym parkanem, a ogrodnik zajmował się sadem. Na dozorczynię pozyskał panią Wajsmanową, której pensję opłacał dzięki życzliwości Leszczykowskiego. Kolejnym krokiem było pozyskanie żywności dla chorych. Pochlebstwami zyskał przychylność plenipotenta, który zobowiązał się do dostarczania zapasów. W połowie lata szpital był już w miarę urządzony i wypełniony chorymi. Rada, kierująca zakładem, przypatrywała się działaniom Judyma nieco ironicznie. Węglichowski czasami odwiedzał szpitalik, udzielał rad młodemu lekarzowi, który za wszelką cenę chciał go pozyskać dla swojej idei.

Pod koniec sierpnia liczba gości w zakładzie zaczęła się zmniejszać. Kuracjusze wracali do domów i zapanował ogólny smutek. Tomasz ze zdwojoną siłą przystąpił do swojej pracy. W pierwszych dniach września w folwarcznych czworakach dzieci zaczęły chorować na febrę. W krótkim czasie szpital był przepełniony chorymi. Lekarz nie wiedział, co robić dalej. Pewnego dnia otrzymał bilet od pani Niewadzkiej, która prosiła, aby niezwłocznie przyszedł do pałacu. Starsza pani przedstawiła mu propozycję panny Podhorskiej, która postanowiła oddać pokój, by tam umieścić chorych na malarię. Starsza pani postanowiła zrobić niespodziankę Joasi na urodziny i przeznaczyła starą piekarnię na szpitalik dla dzieci. Chciała aby Podborska mogła tam zajmować się „brudasami”. Judym, słysząc te słowa, poczuł niesmak.

Starcy
Doktor Węglichowski mieszkał w domku na wzgórzu, należącym do Leszczykowskiego. Szczególnie zadowolona z przestronnej willi była żona dyrektora, Laura. U państwa Węglichowskich prawie każdego dnia gromadzili się znajomi: Listwa, Chobrzański, plenipotent Worszewicz, proboszcz, Judym oraz kilku stałych kuracjuszy. Osoby te darzyły się szczerą sympatią i przyjaźnią. Krzywosąd szybko stał się prawą ręką dyrektora, który uległ nieodpartemu urokowi administratora. Młody lekarz nie zdołał jednak wyjednać sobie jakiegoś posłuchu, czuł, że oddziela ich jakiś mur, którego nie był w stanie przekroczyć. Na życie patrzyli oni przez pryzmat przeszłości, a wszystko, co współczesne traktowali jako coś błahego i najczęściej śmiesznego. Tymczasem Tomasz żył wyłącznie teraźniejszością, a dawne rzeczy go nudziły. Szybko uświadomił sobie, że musi współdziałać z nimi tak, by dawać poczucie, iż sami coś robią. Zrozumiał też, że nie dokona żadnych zmian, jeśli nie będzie żył w zgodzie z administratorem. W tym celu, po zakończeniu sezonu letniego, zaczął pomagać staruszkowi i wyręczał go w wielu rzeczach. Wszystkim spodobała się gorliwość lekarza, lecz kiedy starał się forsować własne pomysły, odsuwano go delikatnie od zajęcia.

Spędzał wiele godzin na rozmyślaniach o ulepszeniach, które chciałby wprowadzić, a potem sam zabierał się do pracy. Już w zimie stał się w Cisach osobą niezbędną. Wszyscy zwracali się do niego z prośbą o pomoc, a Judym snuł się po drogach, odwiedzając chorych. Jedynym wspólnikiem, który go popierał, był Leszczykowski. Początkowo starał się on przekonać radę do pomysłów Tomasza, lecz spotkał się ze zdecydowanym sprzeciwem. Wówczas polecił młodzieńcowi korzystanie z tzw. „cichej kasy”. W lutym do zakładu przyjechała komisja rewizyjna, złożona z trzech wybranych osób z grona wspólników. Judym postanowił przedstawić im swoją propozycję polepszenia życia w folwarcznych czworakach. Swój plan przedstawił Węglichowskiemu, prosząc, aby mógł wziąć udział w posiedzeniu komisji. Dyrektor zdecydowanie odmówił, wyjaśniając, że lekarz nie jest członkiem zarządu. Judym poczuł się głęboko urażony i odszedł do siebie. Nieoczekiwanie zjawił się u niego stary Hipolit z zaproszeniem na kolację od pani Laury.

Tomasz starał się przedstawić swój pomysł osuszenia Cisów, lecz Krzywosąd uznał, że nie można niszczyć basenu, ponieważ woda zaleje wówczas łąkę, na której posadzili drogie krzewy. Judym z uporem twierdził, że podmokłe tereny działają szkodliwie na chorych. Jeden z członków komisji przyznał mu rację. Węglichowski powiedział żartobliwie, że młodzi lekarze żyją ideami, a opinię Tomasza uznał za fikcję. Młodzieniec odparł, że jeden artykuł, opisujący negatywny wpływ zakładu na kuracjuszy, może sprawić, że Cisy upadną w ciągu roku. Krzywosąd zarzucił mu, że wykorzystuje pieniądze Leszczykowskiego, który zapewne pokrywa wszelkie wydatki. Młody doktor zawstydził się, zamilkł i usiadł na uboczu.

Po wyjeździe komisji projekt osuszenia ośrodku upadł definitywnie. Judym wyczuwał niechęć administratora i dyrektora, choć starali się być dla niego uprzejmymi. Upokorzony, sądził, że staruszkowie wyrównują z nim prywatne rachunki, nie mogąc znieść jego młodości i zapału. Był przekonany, że Węglichowski nie uważa go za lekarza równego sobie, który uwolnił się spod jego wpływu. Dyrektor rozmyślał o tym, w jaki sposób przepędzić asystenta z Cisów. Obawiał się jednak, że Judym w ramach zemsty zaszkodzi zakładowi. W pierwszych dniach marca nastała odwilż. Rzeka wezbrała i zniszczyła prowizoryczną tamę nad pierwszym stawem. Judym stał i patrzył na brudną wodę, kiedy zbliżyli się do niego administrator i dyrektor. Młodzieniec z uporem nadal twierdził, że osuszenie terenu jest konieczne i zapytał, co najpierw zrobiłby Niemiec, gdyby przejął Cisy – urządziłby salę taneczną czy osuszył staw. Mężczyźni odeszli, nie odpowiadając na jego pytanie.


„Ta łza, co z oczu twoich spływa…”
Oszczędności, odłożone przez Tomasza, umożliwiły Wiktorowi wyjazd za granicę. Wczesnym rankiem, w lutym, rodzina Wiktora ruszyła dorożką na dworzec kolejowy, gdzie miało nastąpić pożegnanie. Judymowa rozpaczliwie prosiła męża, aby jej nie porzucił, kiedy będzie z dala od domu. On obiecywał, że napisze natychmiast po otrzymaniu pierwszej pracy. Uściskał żonę i dzieci i odszedł. Kobieta długo patrzyła za nim, a potem chwyciła za rękę córkę i ruszyła do dorożki.

O świcie
Wczesnym rankiem Tomasz wybrał się na wizyty do chorych z okolicznych wsi. Były to pierwsze dni kwietnia i młody lekarz odczuwał jakiś sentyment na widok budzącej się do życia przyrody. W oddali dostrzegł nadjeżdżającą bryczkę, w której siedziała panna Podborska. Zaintrygowany, skąd o tak wczesnej porze wracała nauczycielka, wyszedł naprzeciwko wolantu. Dziewczyna dostrzegła go i w pierwszej chwili zdawała się być przestraszona jego widokiem. Mężczyzna pozdrowił ją i z uśmiechem zapytał, skąd jedzie. Odparła, że była u spowiedzi w Woli Zameckiej. Judym jako lekarz poradził, aby uważała na swoje zdrowie. Patrzył na urodziwą pannę i serce biło mu mocniej.

Furman wyjaśnił, że w rzeczywistości szukali panienki Natalii. Wzburzona panna Podborska wysiadła z bryczki. Idąc obok Tomasza poinformowała go, że Natalia wyjechała z Karbowskim bez zgody starszej pani, która strasznie to przeżyła. Dowiedzieli się, że dziewczyna przebywa w Woli Zameckiej, gdzie wyszła za mąż za ukochanego i razem z nim wyjechała za granicę. Podborka czuła wyrzuty sumienia, że jako powiernica swej uczennicy, mylnie sądziła, że zauroczenie kuracjuszem minie. Judym próbował ją uspokoić, tłumacząc, że nie ma w tym jej winy. Nagle Podborska powiedziała, że pewnie wiadomość ta sprawia mu przykrość, ponieważ również był zakochany w Orszańskiej. Zaprzeczył z uśmiechem, zapewniając, że nigdy nie kochał się w Natalii. Panna Joanna pożegnała się z nim, a kiedy pomagał jej wsiąść do powozu, ogarnęła go czułość. Potem żałował, że nie rozmawiali dłużej, że nie wypowiedział tylu ważnych dla niego słów. Ruszył w stronę wsi i wśród błotnistej dróżki dojrzał ślady trzewików nauczycielki. Wyobraził sobie postać dziewczyny i zrozumiał, że to właśnie ją kocha.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Ludzie bezdomni - streszczenie
2  Wiktor Judym
3  Ludzie bezdomni - plan wydarzeń



Komentarze: Ludzie bezdomni - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2018-08-12 15:52:43

Powiemtak. Czytałam książkę 2 lata temu i nic prawie z niej nie zapamiętałam, była dla mnie nudna, a streszczenie jest naprawdę dobre. Czytając je rozumiem wszystko. xD


2013-09-14 19:58:59

Judym wyszedł z domu o 9 , bo o 10 miało odbyć się spotkanie z jego towarzyszkami, a panna Natalia nie przytuliła się do Judyma w czasie deszczu , lecz on zabrał kobiety do budki , w której był ścisk i przez to czuł bliskość znajomej


2013-05-13 22:07:34

Ton Żeromskiego jest na prawdę nudny, i pół rozdziału można właściwie wyciąć i niewiele się traci. Strasznie rozczarowujące jest też zakończenie, ale cóż... nie wszystko happy endem się musi kończyć. Rozumiem że to klasyka polskiej literatury, że mi jako osobie z klasy humanistycznej wypada ją znać ale po co mają ją znać wszyscy? Z punktu widzenia czasu historia z książki już się przejadła i niewiele można odnieść do współczesnego życia. Jak dla mnie gorsza jest tylko "Granica" ;)


2013-04-21 08:22:14

ja miałam na to tydzień. spoko, jestem na humanie ale bez presady .. -,- ksiązka nudna i nawet zajrzeć daleko to nie mogłam .. ;p wydaje mi sie,że streszczenie dobre :)


2011-10-13 23:15:18

Dzięki za streszczenie. Wiele rzeczy związanych z tą książką zostało rozwiązanych. Bardzo było mi to potrzebne, bo mimo ze mamy profil mat-fiz to książki przerabiamy w jakiś tydzień czy dwa, a na przeczytanie "Ludzi Bezdomnych" miałem tydzień. Ale nie jest tak źle z panią polonistką.




Streszczenia książek
Tagi: