Ludzie bezdomni - PRAKTYKA
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Ale główna, zasadnicza?
- Czy ja wiem, panie Konsyliarzu. Zapewne wątroba...
- Wątroba... Otóż...
- Bo to jakaś duszność, bezsenność, kaszel, bóle...
- Więc są bóle? I to w tej okolicy?
- Ach, jakie bóle! Język ludzki wyrazić tego nie jest w stanie!
- Bóle... rozdzierające, uczucie rozdzierania, nieprawdaż?
- Tak, bywa i to. Nieraz budzę się rano, to jest, podnoszę się rano przepędziwszy noc bezsenną i jestem tak upadająca...
- Proszę pani, apetyt?
- Ale któż by na to wszystko zwracał uwagę, panie konsyliarzu, któż by przykładał swoje cierpienia do tego, co znosi nieszczęśliwa ludzkość.
„Patrzajcież... - myślał Judym - a to co znowu?”
- Zapewne pan konsyliarz słyszał... - zaczęła dama poprawiając się na krześle i przyciskając do piersi swoją torebkę - o naszym stowarzyszeniu, którego celem jest nawracanie dziewcząt, pojmuje pan konsyliarz, złego prowadzenia się. Tu dama spuściła oczy i zaczęła patrzeć w kąt gabinetu.
- Nic a nic nie słyszałem... - rzekł Judym.
- Otóż... celem naszego stowarzyszenia jest - po pierwsze...
I jazda! Minęło pół godziny, trzy kwadranse, godzina... Dama bez przerwy mówiła o celach stowarzyszenia. Na początku drugiej godziny zaczęła mówić o środkach, a właściwie o braku środków.
Gdy upłynęło mniej więcej sześć kwadransów od chwili zacięcia tej dyskusji, nastąpiła wreszcie prośba o wsparcie zasiłkiem stowarzyszenia, które itd.
Doktor bez wahania wyjął rubla papierowego, położył go na stole i rozprostował palcami. Dama niezwłocznie wzięła datek, zapisała coś w karneciku i znowu wśród słów biblijnych, ukłonów, uśmiechów i dziękczynień wionęła za drzwi.
Walentowa po wyjściu kwestarki dostała wściekłego kaszlu. Doktorowi, gdy stał na środku gabinetu i świstał przez zęby, wydało się, że g r z m o t, który, rozumie się, podpatrywał przez dziurkę od klucza, pęka ze śmiechu, że się dusi i parska...
Takie były w krótkim zarysie dzieje początlkowe kariery doktora Judyma. Resztki funduszu zostawionego przez ciotkę wyczerpały się, kredyt u sklepikarzy był poderwany, a przyszłość nadchodziła mglista. Od chwili wypowiedzenia niefortunnej lekcji o pauperyzmie w salonach doktora Czernisza Judymowi było w świecie lekarskim nijako. Nie mógł się skarżyć na to (nie miał prawa), żeby ktokolwiek odsunął się od niego czy świadomie stronił, ale czuł dokoła siebie próżnię i wyziębłe miejsce. Starsi i młodsi koledzy witali go, jak dawniej, uprzejmie; byli tacy, co może nawet niżej kłaniali mu się kapeluszami, ale w powietrzu drgała rada: bierz manatki, filozofie, i ruszaj w świat, bo tu nic nie wysiedzisz...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 - 


  Dowiedz się więcej
1  Kompozycja Ludzi bezdomnych Stefana Żeromskiego
2  Ludzie bezdomni - plan wydarzeń
3  Ludzie bezdomni – interpretacja tytułu powieści



Komentarze
artykuł / utwór: Ludzie bezdomni - PRAKTYKA







    Tagi: