Ludzie bezdomni - ASPERGES ME...
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
W sąsiedztwie miał Korzecki jeden dom znajomy gdzie czasem, raz około Wielkiejnocy, bywał z wizytą. Była to niezamożna, prawie uboga familia szlachecka. Ci państwo dzierżawili kilkusetmorgowy folwark donacyjny w lichej, kamienistej glebie. Jechało się do tej wioski lasami, po wertepach, jakich świat nie widział.
Pewnego dnia, wróciwszy z włóczęgi pieszej na obiad, Judym zastał we wspólnym mieszkaniu ucznia gimnazjum, który czerwieniąc się i blednąc rozmawiał z Korzeckim daremnie usiłującym go ośmielić. Gdy Judym wszedł, gimnazista ukłonił mu się kilkakroć i jeszcze bardziej spuszczał oczy
- Pan Daszkowslki... - rekomendował go inżynier. - Przyjechał prosić was, czybyście, panie konsyliarzu, nie chcieli odwiedzić jego chorej matki. Są konie. Ale was uprzedzam, że to dwie mile drogi. Prawda, panie Olesiu?
- A tak, droga... bardzo zła...
- Ech, źle pan usposabia doktora! Trzeba było zapewnić, że jak po stole...
- A tak... ale ja...
- Niechby pocierpiał.
Uczeń, nie wiedząc, co mówić, miął tylko czapkę w rękach i przestępował z nogi na nogę.
- A na co chora mama pańska? - zagadnął Judym tonem jak najbardziej delikatnym, tym głosem, co jest jak ręka czuła i dźwigająca do góry z całej mocy, z całej duszy.
- Na płuca.
- Czy kaszle?
- Tak, proszę pana doktora.
- I dawno to już?
- Tak, już dawno.
- To jest... jakie dwa, trzy lata?
- Jeszcze dawniej... Jak tylko zapamiętam...
- Jak tylko pan zapamięta, mama była chora?
- Kasłała, ale się do łóżka nie kładła.
- A teraz leży?
- Tak, teraz już tylko ciągle w łóżku. Już mama nie może chodzić.
- Dobrze, proszę pana, to pojedziemy. Można zaraz.
- Jeżeli tylko pan doktór...
- O, musimy naprzód zjeść obiad - to darmo! - wtrącił się Korzecki.
- Ale jeśli pan doktór... - z pośpiechem mówił uczeń.
W tej samej chwili zauważył, że pali głupstwo, i do reszty się zmięszał.
- Widzi pan... doktór musi się najeść. A i pan pewno głodny, panie Olesiu.
- Ja... o, nie! Ja nie. Pan inżynier tak łaskaw...
Wkrótce dano obiad.
Uczniaczek wzbraniał się, jadł półgębkiem i ani na chwilę nie odrywał oczu od talerza. Korzecki tego dnia był jakiś zimny i skulony. Rozmawiał z trudem. Gdy konie przed dom zaszły i Judym już schodził, inżynier ujął młodego chłopczynę za szyję i wlókł się tak z nim po schodach.

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 


  Dowiedz się więcej
1  Artyzm Ludzi bezdomnych
2  „Ludzie bezdomni” jako powieść młodopolska - plan wypracowania
3  Tomasz Judym – nowy bohater literacki



Komentarze
artykuł / utwór: Ludzie bezdomni - ASPERGES ME...




    Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)


    Imię:
    E-mail:
    Tytuł:
    Komentarz:
     





    Tagi: